Dietetyka Psychologia Kontakt Cennik

Historia Pacjenta i jego Samochodu

Jeżeli nie wierzysz, że jedzenie może mieć wływ na zdrowie, posłuchaj tej historii, którą opowiedział mi jeden z pacjentów.

Pan X, szanowany prezes firmy informatycznej, postanowił dokonać zakupu nowego auta. Ponieważ z natury był chytry (inaczej pewnie nie doszedłby do takich pieniędzy) z góry wykluczył zakup nowego samochodu w firmowym salonie. Sam znał się na wszystkich marketingowych trikach i nie robiła na nim wrażenia ani nastrojowa muzyczka lecąca z głośników zamontowanych w suficie, ani ledowe oświetlenie odpowiednio podkreślające głębię wypolerowanego w fabryce lakieru, ani też smukłe hostessy przechadzające się na równie lśniących szpilkach.

Po testowych jazdach autami z salonu w miłym towarzystwie wyżej wymienionych hostess, podjął decyzję. Postanowił zakupić mniej więcej roczny, używany egzemplarz. W końcu przez rok ryzyko poważniejszych uszkodzeń nie jest zbyt wysokie, a cena rocznego auta w porównianiu z nowym egzemplarzem wykazuje największy zwrot kapitału w stosunku do ponoszonego ryzyka.

Przez 6 miesięcy czatował na okazję. Przeglądał oferty komisów, aukcje internetowe oraz ogłoszenia w gazetach. W końcu jest! Znalazł się wymarzony model, w tym kolorze i z tym wyposażeniem.

Szybko przygotował gotówkę, pojechał do sprzedawcy, sprawdził na miejscu samochód we wcześniej umówionej stacji diagnostycznej i niezmiernie szczęśliwy wrócił swoim nowym rumakiem do równie szczęśliwej małżonki.

Po mniej więcej tygodniu jeżdżenia, w silniku zaczęło coś stukać. Na wolnych obrotach silnik zachowywał się nierównomiernie i wydawał dziwne odgłosy. Taka samochodowa arytmia. Nie było to dość głośne ale wystarczająco uprzykrzało Panu X przyjemność płynącą z jazdy.

Ponieważ Pan X już nie raz sprzedawał i kupował samochód, wiedział że reklamacja u sprzedawcy skończy się wyśmianiem go prosto w twarz. W końcu kupujący oświadcza w umowie, że "stan techniczny pojazdu jest mu znany i kupujący nie zgłasza zastrzeżeń". Na dodatek razem sprawdzili auto w stacji diagnostycznej i nie było do niego żadnych zastrzeżeń.

Pan X był wystarczająco bezczelny aby pojechać swoim nowym nabytkiem do autoryzowanego salonu, w którym niedawno rozbijał się nowymi autami podczas jazd próbnych ale niestety nie skorzystał z opcji zakupu. Salon ten prowadził także serwis aut tej marki i podjął się diagnozy problemu, pomimo ewidentnej niewdzięczności klienta.

Po kilku godzinach oględzin auta zawyrokowano, że najwyraźniej uszkodzona jest turbosprężarka i podczas wolnych obrotów wpada w rezonans. Zasugerowano jej wymianę na nową. Koszt 8000 zł.

Pan X był na tyle sprytny, aby podziękować za tą diagnozę krótkim "namyślę się jeszcze" i natychmiast udał się do swojego miejscowego mechanika. Nakazał wymontowanie sprężarki i regenerację w specjalistycznym zakładzie oraz jej ponowny montaż. Po kilku dniach rozkręcania i skręcania samochodu, mechanik poinformował go, żeby odebrał samochód. Koszt całości jedynie 3000 zł. Pan X zadowolony, że znów przechytrzył system, grzecznie wypłacił gotówkę poczym wyjechał z warsztatu na ulicę. Stojąc na najbliższych światłach, ku swojej zgrozie ponownie usłyszał znajome stukanie. W pierwszym odruchu chciał wracać z reklamacją do mechanika ale zreflektował się szybko, że usłyszy jedynie "przecież sam Pan kazał wykręcić i wkręcić sprężarkę".

Po kilku nieprzespanych nocach poświęconych użalaniu się nad sobą, Pan X postanowił wziąć się w garść i sam dokształcić się w tej dziedzinie. Pobrał z internetu fabryczne instrukcje serwisowe liczące częstokroć ponad 1000 stron. Spędził tydzień na przeglądaniu forów internetowych. Po miesiącu analiz różnych możliwych teorii, wypracował krótką listę potencjalnych przyczyn stukania w silniku.

Z kartką w ręku udał się do znajomego mechanika. Rozpoczęła się drobiazgowa kontrola wszystkich zaworów, pasków, kółek, świec, tulejek, przewodów i płynów. Sprawdzono elektronikę samochodu podłączając komputer pokładowy do specjalistycznego sprzętu. Po tygodniu wytężonej pracy umorusany mechanik wygramolił się z kanału, rozłożył ręce i z rozbrajającą szczerością stwierdził "niestety nie możemy znaleźć przyczyny stukania w Pańskim silniku".

Pan X grzecznie zapłacił rachunek w wysokości 2610 zł + materiały eksploatacyjne 180 zł. Następnie udał się do domu i przez resztę wieczoru starał się myśleć o czymś bardziej przyjemnym.

Postanowił sprzedać felerny egzemplarz. Chwilowo nie miał jednak na to czasu i użytkował swoje auto starając się nie zwracać uwagi na uporczywe stukanie.

Pewnego wieczoru wracał z rodziną z wizyty u dziadków. Zapomniał wcześniej zatankować i jechał praktycznie na oparach. Trzeba tu na marginesie dodać, że paliwo zawsze tankował w ulubionej sieci, na których nie musiał prosić o faktury, gdyż posiadał kartę paliwową. Na dodatek cena paliwa była tu wyjątkowo atrakcyjna w porównaniu z innymi sieciami. Niestety pech sprawił, że tego dnia jego ulubiona stacja była zamknięta. Wielce niezadowolony zjechał na inną stację i nalał pół baku.

Ku jego wielkiemu zdziwieniu stukanie w silniku zniknęło. Ki diabeł? Sam się naprawił czy co? Po wypaleniu benzyny z baku znów podjechał do swojej ulubionej sieci i dla ostrożności nalał tylko 5 litrów. Stukanie wróciło!

Jak to możliwe? Paliwo to przecież paliwo. Zupełnie jak jedzenie to jedzenie. Na dodatek benzyna podlega ścisłej kontroli różnych urzędów, które skrupulatnie sprawdzają jego zgodność z różnorakimi normami. Z pewnością ktoś dba o ten system aby kierowcy nie byli poszkodowani.

A jedna dla silnika była różnica.

oUmów wizytę